zmiany

Pamiętam początki, kiedy przyjezdzalem. Wlazilem na nie swój teren. Niby coś już
o sobie wiedzielismy, bo wczesniej gdziestam sie poznalismy przelotnie. Ale tak czy siak,
cholera, mieliśmy razem mieszkać, to nie taka bulka z maslem. Kontrolne spojrzenia,
a kto to, a co to, obwąchiwanie tyłków itp. No i w koncu nie bylo wyjscia, przemieszkalismy
razem 2 lata, potem niedaleko od siebie. I okazalo sie ze bulka wyszla nie tylko z maslem,
ale z serem szynka, majonezem, pomidorem, salata i ciasteczkami na deser… A teraz taki
przełom. Patrycja z Sebastianem w koncu nie wytrzymali i wyjechali z Irlandii.
Na pożegnanie posiedzieli u mnie dwa tygodnie, tak zeby bylo mi latwiej, hehe. No i nie bedzie
wiecej wieczorków z patologią (czytaj, siedzeniem do 4 rano przy filmie i 2 puszkach piwa).
Duzo nie bedzie. Ale mam nadzieje ze duzo tez bedzie. Mam nadzieje ze nie rozejdzie sie
po kosciach codziennosci. Kocham was, dziady
Szkoda, że was nie ma i dobrze że was
nie ma, że podjeliscie dezycje i bedziecie probowac. I trzymam za was kciuki.

