To jest trudne. Wbrew pozorom. Gdzieś na podłodze kiedy nie możesz zrobić paru
kroków z fotela do kuchni, bo w pewnym momencie siadasz na podłodze i zaczynasz
płakać. Ależ dlaczego, och, co się z tobą dzieje? Siedzieć. I płakać. Od małego palca
u nogi do najdłuższego włosa na czubku głowy. Gdzieś po drodze pojawi się wielka chęć,
żeby w przypływie buntu zerwać podłogę, zniszczyć wszystkie meble i rozwalić głową lustro
w łazience. Ale wściekłość z powodu smutku i bezsilności już nie jest smutkiem ani
bezsilnością, jest wściekłością. To jest cholernie trudne wbrew pozorom. Nie ma srania
po krzakach. Siedzieć i płakać. Do końca. Do samego dna. I nie uciec.
Bla bla bla…
Comments are closed.

