August 24, 2008 at 6:38 pm · Filed under Uncategorized
Uniosłeś się pychą, marny człowieku, myśląc, że jestes dobry. Liczysz na to,
ze naprawdę taki jestes, ze tak cie widza. Ze cie cenia, kochaja i potrzebuja.
Oszukujesz siebie i innych. Swoją tak zwaną uczciwością, uprzejmością,
uczynnością, swoją tak zwaną miłością. Pogódź się z tym, że zło jest w
ciebie wpisane jak narodziny i śmierć. Zaprzeczać, że czynisz zło jest rzeczą
conajmniej nieuczciwą. Wściekłego wilka masz w sercu, poraniony i mściwy
ujada, a ty udajesz ze nie slyszysz i mowisz: przeciez jestem dobry.
Nie boj sie, popatrz mu prosto w oczy, jest twój, poznaj go dobrze.
Przedstaw przyjaciołom i rodzinie. Opatrz mu rany, nakarm i dbaj o niego.
Nie uciekaj bo uciec sie nie da. Zaakceptuj go z pokorą i ucz posłuszeństwa
sumieniem. Jesli bedziesz udawac ze go nie ma, nie zdechnie. Bedzie zawsze,
tylko z dnia na dzien coraz bardziej wsciekly i rozgoryczony. Rzuci się komuś
do gardła wtedy kiedy ty bedziesz sie tego najmniej spodziewal
August 12, 2008 at 11:28 am · Filed under Uncategorized
the people I’ve met are the wonders of my world
August 1, 2008 at 11:37 am · Filed under Uncategorized
Wszystko zaczęło się od tego, ze nie było prądu. Nie, właściwie nie. Od tego, że
znajomi pojechali na tydzień do Polski. Pojechali i zostawili klucze do mieszkania
z prośbą, żeby sprawdzać pocztę. Potem okazało się, że u mnie w domu nie było
prądu. Stąd pomysł, żeby do nich, to przynajmniej herbata i ciepła woda będzie,
a przy okazji sprawdzi się pocztę. Wziałem ze sobą kumpla-współlokatora.
Przychodzimy pod dom znajomych, przed domem ich samochód. Kumpel zauważa
nienaturalnie odgięte drzwi i wybebeszone spod kierownicy kable. Sprawdzamy -
- otwarty. Dzwonię na policję - “chciałem zgłosić włamanie do samochodu”.
Przyjezdzają, ogladaja, uśmiechają się, spisuja zeznanie i wychodza. Jest godzina 22.
Koniec historii. A raczej przerwa. Godzina 1.30. Siedzimy w mieszkaniu znajomych,
kolacja, pełny relaks, oglądamy “Shrooms”, palimy skręta. Kumpel-wspołlokator siedzi
w oknie z widokiem na nieszczęsny samochód. Nagle do mnie - “Ej, kurwa, ktoś jest
w samochodzie!”. Pierwsza reakcja człowieka w stanie lekkiego usmażenia - Stary, no,
weź nie rób jaj, wkręcasz mnie. Ide do okna i na własne oczy widzę, że ktoś siedzi.
Pierwsze kilka sekund mija w stanie dziwnego odmóżdżenia i ogólnoustrojowego
paraliżu wymieszanego z wątpliwościami: turlać się ze śmiechu, czy denerwować?
Dobra, dzwonimy jeszcze raz…
112…….
To co wydarzyło się potem trwało dosłownie kilka chwil. Ja na telefonie, zgłaszam
włamanie in progres, kumpel obserwuje jak koleś wysiada z samochodu, po chwili
znów wsiada i próbuje odpalić. Nic mu z tego nie wychodzi, więc spuszcza go
z ręcznego i zjeżdża z górki. Przejeżdża może 20 metrów i… zatrzymuje go policja.
Od momentu podania adresu mija może 30-40 sekund. Fakt, że niewątpliwym
ułatwieniem było to, że posterunek policji był tuż za rogiem, i że delikwent był
chyba w stanie ostrego upojenia, bo znaleźli przy nim pusta butelke po wódce.
Mimo wszystko - szybkość reakcji gliniarzy imponująca… Tylko ta rozmowa z policja
w stanie euforii podlanej odrobina stresu… uff. No ale kumpel przynajmniej wciąż
ma samochód.
Aha, mniej więcej w styczniu też ktoś mu się włamał. Rozbita szyba i skradzione
prawo jazdy, które po raz pierwszy w swojej karierze kierowcy zostawił w samochodzie.
Nosił wilk razy kilka…?