no jak?
Sprobuj kiedys wejść dokądś i wyjść stamtąd równocześnie. Powodzenia.
Jakis czas temu, wracajac noca przez miasto z imprezy, przechodze obok miejscowego
parku. Zza bramy do parku slysze nagle: ej, mejt, mejt! Koles z psem zamkniety w parku.
Godzina pierwsza w nocy.
- no zamkneli mnie sukinsyny, o tu mieszkam - pokazuje dom po drugiej stronie ulicy -
przeszedlbym jakos, tylko ten cholerny pies…
- to co ja moge zrobic? isc gdzies? zadzwonic gdzies? na policje? - pytam
- no zadzwon na policje mejt, ok? cokolwiek.
Dzwonie na policje, mowia - no ok, ale to nie jest wypadek, zadzwon pan na miejscowy
posterunek - i podaje mi numer. A ze pamiec jak ser szwajcarski a pod reka nic do pisania,
10 sekund pozniej numeru nie pamietam, wiec mowie gosciowi:
- nic z tego, ide do domu, mieszkam tu na gorze, znajde numer na zoltych kartkach i
zadzwonie zeby po ciebie przyjechali.
- ok, ale wrocisz tutaj, mejt, prawda?
Poszedlem do domu. Znalazlem numer, zadzwonilem, przedstawilem sprawe odpowiednio
dramatycznie… Tyle ze nie wrocilem.
Widzialem go pozniej na wolnosci z tym samym psem co wtedy, znaczy ze obaj (oboje?)
zyja. Ale jak i kiedy zostali uwolnieni, tego nie wiem.
Pare tygodni pozniej wybieram sie z dwojka znajomych do czegos w rodzaju parku
krajobrazowego w wersji mini, z jeziorkiem i krzaczkami, rzut beretem od domu.
Otwarte od 9 do 21. O 20.30 zorientowalismy sie, ze zamkniete. Tyle, ze od srodka.
No i powtorka z rozrywki, szczescie, ze tym razem wiedzialem jakie guziki przyciskac.
Zastanawiam sie czy to za kare ze wtedy nie wrocilem, czy tylko okazja do
wykorzystania doswiadczenia w praktyce? Eh?
Milo Cie widziec znowu. Dobrze, że jesteś. Nawet nie wiesz jak sie ciesze.
Przepraszam, ze tak dlugo Cie nie bylo.