Being Jackson Pollock

I ty możesz malować jak Jackson Pollock, za pomocą aplikacji dostępnej
na www.jacksonpollock.org Ewentualnie możesz sobie też ściągnąć na swojego
iPoda, jeśli oczywiście jesteś wystarczająco bogaty i go posiadasz.

I ty możesz malować jak Jackson Pollock, za pomocą aplikacji dostępnej
na www.jacksonpollock.org Ewentualnie możesz sobie też ściągnąć na swojego
iPoda, jeśli oczywiście jesteś wystarczająco bogaty i go posiadasz.

Kot, tato, Piotrek i Daniel. Kot ma futro, Piotrek ma syna, ja i Piotrek mamy
tego samego ojca.
Siedzę, będąc nieco chorym (peryfraza Stasiukowego „idę, będąc nieco grubym”), piję alk, bo lubie, nie ze smutku, ze smaku, jak przeważnie. Robię pranie. Czekam aż mi się wypierze, żeby powiesić, żeby wyschło, do poniedziałku przynajmniej. I choruję. Po męsku znaczy się. Znaczy nie że Man Flu, bo musze się sam soba zając, ale przeziębionym jak w mordę strzelił. Katar mam, smarkam i głowę mam pełna wydzielin, których wyzbywam się w papier toaletowy. Posiadam go aż zanadto, dzięki koledze, który pracuje w szpitalu i kradnie go na potęgę. I przynosi mi w razie zapotrzebowania.
Siedzę, jak już wspomniałem, piję tanie porto, słucham „Speech Therapy” i stwierdzam, że to zajebisty tytuł dla takiej płyty (Speech Debelle). I tak sobie choruję, na zwyczajne przeziębienie. To nawet nie świńska grypa. Wiem, byłoby bardziej dramatycznie i medialnie, ale to tylko zwykłe smarki i lekka gorączka. Popierdalam codziennie do pracy na rowerze odziany w sto razy więcej ciuchów niż zwyczajni irlandzcy przechodnie, w związku z czym jestem posądzany o pochodzenie włoskie lub hiszpańskie, mniejsza. Dzisiaj piątek był, więc koniec tygodnia, weekend mam z głowy, będąc chorym, i tyle. Niczego więcej się nie spodziewam (po sobie - to ważne). Może w poniedziałek, będąc nieco zdrowszym, będę miał nieco bardziej pozytywne podejście do życia. Może nie będę miał aż tyle w dupie (w końcu ile może pomieścić!). Może będzie mi się nieco bardziej chciało. Bo teraz mi sie nic nie chce. Mam wszystko cudownie w dupie. Co za ulga, nie macie pojęcia…
I’m kinda bored with being ertive. I’ve been ertive all my life. Guess its time to try being assertive instead.
I do filozoficznego wniosku juz doszedlem, (tak szybko!), że jak sie nie pali to sie bardziej jest.
I znowu pije dzisiaj. Nie najebie sie, nie mam ochoty. Ide do pracy jutro. Pije z nudów.
Po części. Nie pije ze smutku, nie pije żeby coś tam w sobie pozagłuszać. I z przyzwyczajenia pije.
I dla smaku. I zaprawde zaczynam sie coraz gorzej czuć od tego picia. Nawet nie jest przyjemnie.
Poza tym za dużo zjadłem wcześniej i mam ciasno w środku.
I tak jakoś nagle znalazłem sie w dziwnym miejscu. Dotarło do mnie (nie dzisiaj i nie przy okazji
picia, bynajmniej), jak kompletnie i dogłębnie jestem samotny.
I co jest wstrząsające to to, że z tym wnioskiem nie wiąże sie żadne nieprzyjemne uczucie. Szok.
Nigdy wcześniej mi sie to nie zdarzyło. Poczucie samotności było zawsze jak czarna dziura.
Ssało jak ta lala…! A teraz? Bardziej ulga niż cokolwiek innego. Ciekawe dlaczego?
Było się, widziało się, słyszało się, jak starsi panowie nap….. .
Nomeansno, Dublin, Button Factory, sobota 25 lipca 2009.

Może w końcu uda się coś pobębnić? W Playhouse, w Derry od dzisiaj co tydzień grają
Different Drums of Ireland, przy okazji jest parę bębenków dla publiki, żeby było ciekawiej.
Raczej nie będą uczyć grać, ale może przy okazji da się gdzieś wkręcić albo coś rozkręcić!
A tak poza tym DD są nieźli. Niby tradycyjnie i po irlandzku, ale jakoś zawiewa afrykanskim
buszem. Wszystko przez to djembe…

Pamiętam początki, kiedy przyjezdzalem. Wlazilem na nie swój teren. Niby coś już
o sobie wiedzielismy, bo wczesniej gdziestam sie poznalismy przelotnie. Ale tak czy siak,
cholera, mieliśmy razem mieszkać, to nie taka bulka z maslem. Kontrolne spojrzenia,
a kto to, a co to, obwąchiwanie tyłków itp. No i w koncu nie bylo wyjscia, przemieszkalismy
razem 2 lata, potem niedaleko od siebie. I okazalo sie ze bulka wyszla nie tylko z maslem,
ale z serem szynka, majonezem, pomidorem, salata i ciasteczkami na deser… A teraz taki
przełom. Patrycja z Sebastianem w koncu nie wytrzymali i wyjechali z Irlandii.
Na pożegnanie posiedzieli u mnie dwa tygodnie, tak zeby bylo mi latwiej, hehe. No i nie bedzie
wiecej wieczorków z patologią (czytaj, siedzeniem do 4 rano przy filmie i 2 puszkach piwa).
Duzo nie bedzie. Ale mam nadzieje ze duzo tez bedzie. Mam nadzieje ze nie rozejdzie sie
po kosciach codziennosci. Kocham was, dziady
Szkoda, że was nie ma i dobrze że was
nie ma, że podjeliscie dezycje i bedziecie probowac. I trzymam za was kciuki.